Podany adres email jest błędny
Pole wymagane

Nie masz konta? Zarejestruj się za darmo!

Bezpieczne wakacje. Ranking największych zagrożeń dla wypoczywającego dziecka i jak ich uniknąć

Lato w pełni. Niedawno był koniec roku, a wraz z ostatnim dzwonkiem rozpoczęły się długo wyczekiwane wakacje. Dzieci, zachwycone wizją dwumiesięcznej laby, wyległy gromadnie na podwórka, a znaczna część niebawem spakuje walizki i wyjedzie na kolonie, wycieczki albo do rodziny w innym mieście. W każdym nowym miejscu czają się na młodych ludzi różnorakie niebezpieczeństwa, z których ci, zachłyśnięci wolnością, nie zawsze zdają sobie sprawę. Tym bardziej rodzice powinni trzymać rękę na pulsie i pilnować, czy pociecha wróciła z wojaży z błyskiem w oku, opalona, szczęśliwa… i w jednym kawałku.

 

Wyjazd zorganizowany

Zwykle nie budzą wątpliwości, bo kojarzą się z bezpieczeństwem. Po to przecież rodzice płacą grubą gotówkę, żeby na koloniach czy obozach dzieci były pilnowane, chodziły czyste i najedzone. Obowiązkiem kadry jest zapewnienie podopiecznym odpowiednich warunków. Gdyby nie daj Boże coś się wydarzyło, rodzice mają możliwość ubiegać się o odszkodowanie, gdyż da się jednoznacznie wskazać winnego - poręczył on przecież własnym podpisem, że pieczołowicie zajmie się dziećmi i z umowy się nie wywiązał.

 

Takie myślenie bywa, niestety, zgubne. Prawdą jest, że na zorganizowanej wycieczce dzieci są z reguły lepiej chronione i w dziewięćdziesięciu dziewięciu procentach przypadków nie ma się o co martwić. Żeby jednak liczba ta dobiła do stu procent, trzeba siebie i dziecko do wyjazdu porządnie przygotować.

 

Zanim grupa ruszy na długo wyczekiwane kolonie, firma przewozowa musi być poddana szczegółowej kontroli. Istnieje prawny obowiązek dokonania takiej inspekcji przez funkcjonariuszy - sprawdzany jest stan trzeźwości kierowców, ich liczba (przy dłuższych dystansach muszą się wymieniać, by któregoś nie zmogło zmęczenie), a także stan techniczny floty i wyposażenie pojazdów. Mimo to jako rodzice mamy obowiązek dopilnowania, by wszystko było w porządku. Oczywiście, większość mam i ojców nie ma wiedzy i umiejętności do określenia, czy pojawiły się jakieś nieprawidłowości - jednak nic nie stoi na przeszkodzie, by przyjrzeć się uważnie potencjalnym opiekunom, rzucić okiem do środka pojazdu itp. Idealnie byłoby również zdawać sobie sprawę, w jakich warunkach nasze dziecko spędzi najbliższe dni - skontrolowanie ośrodka czy to telefonicznie, czy przez stronę internetową i zapoznanie się z opiniami innych to pierwsze, co powinni zrobić rodzice przed podpisaniem umowy.

 

Drugą niezbędną rzeczą jest uczulenie dziecka na potencjalne zagrożenia. Trzeba mu wytłumaczyć, jak dbać o swoje rzeczy i jak je przechowywać, by nie stać się obiektem zainteresowania potencjalnego złodzieja. Torba czy plecak muszą być zawsze zapięte i na widoku, a dokumenty i pieniądze schowane na tyle głęboko, by ich ewentualne wyciągnięcie przez osoby trzecie nastręczało jak największych trudności. Dziecko musi wiedzieć, co zrobić i do kogo się zwrócić, jeśli zgubi dokumenty albo telefon - nawet obudzone w środku nocy powinno odpowiedzieć, że kroki należy skierować do opiekuna, zgłosić sprawę kierownikowi wycieczki, spróbować powiadomić rodziców (o ile to możliwe), a jeśli się zgubi w mieście, szukać policjanta, który by mu pomógł. O tym, jak przetrwać wyjazd dziecka pisaliśmy również w ubiegłym roku.

 

Wymogi bezpieczeństwa w niebezpiecznych miejscach

Wakacje kojarzą się z luzem i swobodą. Dzieci latem szaleją i nie ma co się dziwić, skoro na co dzień muszą chodzić w mundurkach i zrywać się o świcie, by zdążyć na lekcje. Pewne zasady są jednak uniwersalne i obowiązują niezależnie od pory roku - i pociecha musi o tym wiedzieć i umieć się do nich dostosować.

 

Dzieci w lipcu i sierpniu całe dnie spędzają na dworze. Popularnością cieszy się sport, co samo w sobie jest godne pochwały, o ile uprawia się go z głową. Wiele osób szczególną estymą darzy pływanie pozwalające się orzeźwić w czasie upałów, a także rowerowe wycieczki. Zarówno w pierwszym, jak i drugim przypadku na dziecko (ale też osobę dorosłą) czyhają liczne zagrożenia, które można wyeliminować przy zachowaniu zdrowego rozsądku.

 

Statystyki są nieubłagane; człowiekowi włos jeży się na głosie, kiedy dociera do niego, że w czasie codziennych zabaw życie jego dziecka wielokrotnie wisi na włosku. Być może w powyższym zdaniu kryje się pewna przesada, jednak pojawiła się tam tylko po to, by uczulić, jak istotne jest bezpieczeństwo. Dane są zatrważające: 75% wypadków ma miejsce na jezdni, ale od 15-20% na przejściach dla pieszych, parkingach, chodnikach i na ścieżkach rowerowych, czyli w miejscach, gdzie niezmotoryzowani czują się całkowicie bezpieczni. Ogromny odsetek wypadków z udziałem rowerzystów stanowią te spowodowane przejeżdżaniem na rowerze przez pasy bez schodzenia z siodełka.

 

Inną przyczyną zgonów w okresie letnim jest nieostrożne zachowanie nad wodą. W latach 2015-2017 dochodziło średnio do 500 przypadków utonięć rocznie. Uratowano ok. 7-10% tonących, czyli przeciętnie co czternasta osoba nie wypływała już na powierzchnię. Kolejnym problemem jest brawura prowadząca do kalectwa. Ponad 300 urazów kręgosłupa rocznie jest spowodowanych skokami do wody na główkę. (Wszystkie dane pochodzą ze stron www.niepelnosprawni.pl oraz www.statystyka.policja.pl.)

 

Dzieci nad wodą - bezpieczne wakacje
Wakacyjne niebezpieczeństwa - Dzieci nad wodą

 

Co zrobić, żeby zabawy na świeżym powietrzu nie skończyły się na ostrym dyżurze? Uczulajmy dziecko, że wakacje wakacjami, ale oczy trzeba mieć naokoło głowy o każdej porze dnia i nocy. W przypadku roweru powyżej osiemnastego roku życia nie ma obowiązku posiadania karty rowerowej. Warto pamiętać, że szczególną ochroną objęte są wyłącznie dzieci do 7 roku życia - one mogą jeździć na rowerze jedynie pod opieką dorosłego i tylko po chodniku. Tymczasem dzieci powyżej 10 roku życia są już zobowiązane do poruszania się zgodnie z ogólnymi przepisami - po jezdni (chociaż obowiązkowo z kartą rowerową).

 

Bezpieczne przejażdżki? To możliwe, pod warunkiem, że dziecko przyswoi kilka zasad. ZAWSZE sygnalizujemy manewry, które chcemy wykonać na drodze i NIGDY nie przejeżdżamy bez zsiadania z siodełka przez zebrę (chyba że jest to specjalne miejsce do tego przeznaczone). Głowę powinien chronić kask, a łokcie i kolana - ochraniacze. Ścisłe zasady zachowania obowiązują również nad wodą, niezależnie czy mowa o krytym basenie, otwartym akwenie, zalewie czy stawiku u dziadków na wsi. Dziecko ma bezwzględny zakaz skoków na główkę, które w wielu wypadkach kończą się tragedią. Dodatkowo nie wolno wbiegać do zimnej wody, kiedy jest się rozgrzanym, bo grozi to skurczem i utratą panowania nad ciałem w wodzie. Najlepiej pierwej chlapać się przez kilka minut, by przywyknąć do zmiany temperatury. Nie pływamy nigdy w miejscach niedozwolonych, a na strzeżonych kąpieliskach słuchamy poleceń ratownika.

 

Najważniejsza reguła? Dawajmy przykład. Dzieci naśladują dorosłych. To normalne, że rodzic w pierwszej kolejności zabezpiecza dziecko - ubiera je w rękawki do pływania, nasadza na głowę kask podczas przejażdżki na rowerze czy na rolkach, zgania z placu zabaw, gdy słońce niemiłosiernie praży albo zbliża się burza… Jeśli jednak sam przy tym ma za nic własne bezpieczeństwo, z nauki niewiele wyjdzie. A jeżeli to nie przekonuje rodziców, to może do wyobraźni przemówi im argument, że ochrona dziecka - a o to przecież się rozchodzi - będzie niemożliwa, jeśli zaniedbując samego siebie, przy okazji się je… osieroci.

 

Środowisko naturalne

Wydawać by się mogło, że nie ma nic zdrowszego niż wywieźć dziecko na wieś, żeby nawdychało się świeżego powietrza. Jeśli nie ma takiej możliwości, zawsze można 'wypchnąć' pociechę z domu i wysłać do lasu czy do parku, żeby pohasało. Okazuje się, że i w takich na pozór świetnych dla młodego organizmu miejscach, w pięknych okolicznościach przyrody, można natknąć się na niebezpieczeństwa. Flora i fauna bywają zdradliwe i obcując z nimi, trzeba mieć głowę na karku - nieważne, czy ma się pięćdziesiąt lat czy ledwie siedem.

 

Skwarne miesiące to czas zmasowanego ataku owadów. Jednymi z najgroźniejszych są kleszcze przenoszące boreliozę i odkleszczowe zapalenie mózgu. Skutecznym sposobem walki z tą drugą chorobą jest zaszczepienie siebie i dziecka, jednak najprościej jest nie dopuścić do pokąsania. Kleszcze kryją się w wysokich trawach, wśród listowia i są wrażliwe na zapach potu. Ciągną do miejsc ciepłych i ciemnych, więc warto na czas wyprawy zaopatrzyć się w długie spodnie i długi rękaw oraz chustkę czy czapkę, a po powrocie dokładnie obejrzeć całe ciało (ze szczególnym uwzględnieniem pach, pachwin, pępka, skóry na głowie itp.). Jeśli odkryjemy kleszcza u dziecka, nie ma co wpadać w panikę - nie smarujemy go niczym i nie przypalamy (!). Trzeba go mocno chwycić pęsetką i wyciągnąć płynnym, zdecydowanym ruchem. Wyciągniętego w całości pajęczaka koniecznie zanieśmy do analizy do przychodni lub laboratorium i obserwujmy miejsce ugryzienia. Rumień i ból to sygnały, że wizyta u lekarza jest niezbędna. Uwaga - opisane objawy nie występują niestety w każdym przypadku zarażenia boreliozą.

 

Innym wakacyjnym utrapieniem są zmasowane ataki komarów. W większości przypadków są nie tyle groźne, co kłopotliwe i irytujące, jednak zdarza się, że stanowią przyczynę problemów zdrowotnych - zwłaszcza w przypadku malutkich dzieci. Mogę mówić z własnego doświadczenia - w wieku dziesięciu czy jedenastu lat tak mnie pokąsały komary, że dostałam reakcji alergicznej i kostka spuchła do tego stopnia, że nie mogłam ustać na nodze. Rodzice byli przerażeni. Warto więc zaopatrzyć się w środki owadobójcze i uczulić dziecko, by przy każdym wyjściu z domu z nich korzystało. Bardzo groźne są owady żądlące - muszą na nie uważać nie tylko osoby uczulone na jad pszczół, os czy szerszeni. Dziecko musi wiedzieć, że jeśli pije coś albo je na dworze, jego obowiązkiem jest obejrzenie wszystkiego, co trafia do ust, by przypadkiem nie połknęło owada. Po natknięciu się na łące czy w lesie na barć, NIE WOLNO drażnić jej mieszkańców.

 

Tak samo niebezpieczne bywają rośliny. Nim dziecko schowa świadectwo i ruszy w świat po przygodę, należy wziąć je na rozmowę i wyjaśnić na przykładach, jakich roślin w czasie spacerów ma się wystrzegać. Pociecha powinna umieć rozpoznać śmiertelnie groźny barszcz Sosnowskiego; nawet kilkulatki uczulajmy, by NIE JADŁY owoców, których nie znają. A najlepiej - żeby wcale po nie nie sięgały pod nieobecność dorosłych. Silnie trującą belladonnę niewprawne oko łatwo pomyli z pyszną jagódką, a małe dzieci chętnie sięgną po zabawnego, nakrapianego muchomora.

 

Belladonna -  Pokrzyk wilcza jagoda
Belladonna -  Pokrzyk wilcza jagoda

 

Niezbyt groźny, ale wyjątkowo nieprzyjemny może być też kontakt z pospolitymi chwastami jak pokrzywa, perz czy oset. Pięknie pachnąca dzika róża potrafi boleśnie ukłuć, zaś próba dobrania się do słodkich jeżyn zapewne skończy się zaplątaniem w kolczaste gałązki (blizny schodzą do pół roku - informacja potwierdzona doświadczalnie).

 

Choroba nie wybiera

Ze zdrowotnym niedomaganiem zwykle kojarzy się zima. Lodowaty wiatr, obfite opady śniegu, mroźne powietrze - wszystkie te czynniki źle wpływają nie tylko na odporność, ale również na samopoczucie, które znacznie się pogarsza. Latem oczekiwalibyśmy, dla odmiany, że będziemy przez całe dwa czy trzy miesiące zdrowi i rześcy. Niestety, nawet taki przyjemny czas ma swoje prawa i pewne dolegliwości są wręcz do niego przypisane.

 

Letnie choroby są zwykle spowodowane wysoką temperaturą albo szokiem termicznym.

Szczególnie narażone są małe dzieci, więc tym bardziej trzeba pilnować, żeby przed wyjściem z domu smarować pociechę kremem z filtrem, nakładać ochraniacze na czas uprawiania sportów i generalnie zachować rozsądek. Popularną chorobą skwarnych miesięcy jest angina, której wbrew pozorom bardzo łatwo się nabawić - wystarczy przy temperaturach sięgających trzydziestu stopni w cieniu bez opamiętania opychać się lodami (co w przypadku dzieciaków nie jest wcale rzadkością) i zapalenie gardła gotowe. Dokuczliwe bywają alergie i oparzenia słoneczne, zaś niezwykle groźne - zatrucia pokarmowe i udar słoneczny. Jak najmłodsze dziecko powinno umieć zadbać w podstawowym stopniu o własne bezpieczeństwo - wiedzieć, że na czas największego słońca szuka się cienia, a na podwórko wychodzi się w nakryciu głowy, dużo się pije i bezwzględnie myje się przed jedzeniem ręce oraz produkty żywnościowe takie jak warzywa czy owoce.

 

Swawola i dzikie harce sprzyjają drobnym obrażeniom. Prawdopodobnie żadnego dziecka w czasie letniego wypoczynku nie ominie wątpliwa przyjemność dorobienia się ran, sińców i zadrapań. Dziecko powinno wiedzieć, jak się zachować, gdy zaliczyło wypadek na rowerze lub nabiło sobie guza, grając w piłkę. Ważne, by rany zabezpieczyć przed zabrudzeniem, bo gdy na dworze upał, zakażenie to kwestia czasu. Ciekawostka: drobne krwotoki świetnie zatamuje babka lancetowata - dziecko, które umie ją rozpoznać na łące, zyskuje od razu pięć punktów do ogólnej ochrony. Na krwiaki pomagają zaś okłady z soku z kapusty - wystarczy przyłożyć utłuczony liść do siniaka i przytrzymać przez kilka minut.

 

Każde dziecko z niecierpliwością czeka na wakacje. Zróbmy wszystko, by dwa letnie miesiące były czasem relaksu spędzonym na zabawie, a nie w przychodni.

 

Magdalena Lipniak-Młyńczak