Podany adres email jest błędny
Pole wymagane

Nie masz konta? Zarejestruj się za darmo!

Bajka o kapryśnej królewnie

 

Żyła raz piękna królewna

o dźwięcznym imieniu Anna.

Twarzyczkę miała promienną

i świeżą jak rosa poranna.

 

Działo się to w srogiej zimie

(wichura drzewa łamała),

gdy pośród płaczu królowa

córeczkę swą na świat wydała.

 

Tymczasem w rybackiej chatce,

w tym samym co ona czasie,

urodził się mały chłopczyk.

Nadano mu imię Jasiek.

 

Matka chłopczyka zemdlona,

z twarzą przez łzy zalaną,

zmarła, zrodziwszy dziecko,

dnia następnego rano.

 

Wielka to była tragedia!

Płakał mąż kobieciny.

Rozpaczał, mówiąc do synka:

'I cóż my, Jasiu, zrobimy?'

 

Mijały lata. Królewna,

ze skórą jak róży płatek,

kwitła urodą dziewczęcą

tak jak rozkwita kwiatek.

 

Zaś nieopodal pałacu,

w ubogiej rybackiej chatce,

Jaś mężniał siłą ojcowską

i urodziwy stał się po matce.

 

Odznaczał się ów młodzieniec

odwagą i hartem ducha,

zaś cechą jego szczególną

był uśmiech od ucha do ucha.

 

Królewna natomiast - niestety!

Chociaż piękniejsza od kwiatu,

zły los dał jej urodę,

lecz nie dał dobroci za to.

 

Charakter miała okropny.

Bywała wyniosła i butna.

Gardziła błaznami i służbą,

dla zwierząt była okrutna.

 

Pyskata i niegodziwa,

wiele miewała zachcianek.

Raz - kłębek srebrzystej włóczki,

raz - mleka oślego dzbanek.

 

Mała królewna - Bajka o królewnie Annie

 

Diademu jasnego jak słońce,

konia o sierści jak księżyc.

Wtem zapragnęła Anna

W ciemnym borze noc spędzić.

 

Słowem chciał wstrzymać ją ojciec,

a matka wśród skargi i łkania,

błagała córkę, by nie szła,

lecz na nic wszelkie starania.

 

Dostała rycerzy dwa hufce,

i sztylet dała jej matka.

Broń w rów wrzuciła, a wojów

wygnała aż do ostatka.

 

Sama chce iść do lasu,

bo towarzystwa nie znosi.

Nie potrzebuje ochrony,

hufiec niech się wynosi!

 

Idzie królewna do boru,

Szloch rwie się z matczynej krtani:

 'Biednam ja matka, biedna!

Nie ujrzę więcej mej Ani!'

 

Dotarłszy do lasu, Anna

zmęczona siada na trawie.

Z szyszek buduje pałace,

oddaje się cała zabawie.

 

Zasypia, gdy księżyc wschodzi,

a gwiazdy błyszczą wysoko.

Do mchu policzek przytula

i śpi spokojnie, głęboko.

 

Lecz raptem - co to za trzaski?

Co powarkuje z daleka?

Królewnę podrywa lęk wielki,

tuż przed nią dwa jarzą się ślepia.

 

Księżniczka drży z wielkiej trwogi,

a twarz jej biała się staje,

gdy wilczur z mroku wyjrzawszy,

przeciągłe wycie wydaje.

 

Królewna żegna się z życiem,

łez potok po twarzyczce spływa.

Wtem bestia piszczy i skamle

i martwa pada w pokrzywach.

 

Mała dziewczynka w wianku z kwiatów - Bajka o kpryśnej królewnie Annie

 

Przed Anną staje młodzieniec

z łukiem i w pełnej krasie,

syn ubogiego rybaka,

mężny, waleczny Jasiek.

 

Płacze królewna ze strachu,

bierze ją Jasiek w ramiona.

'Już dobrze, nie płacz, królewno,

wilczyca padła zraniona.'

 

Wziął Jaś królewnę do domu.

Nazajutrz, gdy nastał ranek,

oboje zjedli śniadanie

i razem ruszyli na zamek.

 

Radości nie było końca!

Król bierze córkę na ręce,

całuje i tuli, a potem

mówi do Jaśka w podzięce:

 

'Córkę mą ocaliłeś

od straszliwej śmierci w lesie.

W nagrodę złoto i perły

mój wierny sługa ci niesie.'

 

Uśmiechnął się Jasiek uprzejmie.

'Nie chcę twych bogactw, mój panie!

Jedną mam tylko prośbę:

niech Anna mą żoną zostanie.'

 

Kiwa król siwą głową.

'Jutro wesele wyprawię!

A teraz zbliżcie się, dzieci,

związek wasz pobłogosławię.'

 

Wyrywa się Jasiek do przodu,

królewna zaś z boku stoi.

Nie chce wyjść za łazęgę,

ale sprzeciwić się boi.

 

Szybko upłynął dzień cały

i noc zapadła na dworze.

Rzuca się Anna na łożu

i z nerwów zasnąć nie może.

 

'Ja mam być żoną prostaka?

Ja, w dworskim zrodzona stanie?

Może zawdzięczam mu życie,

lecz ręki mej nie dostanie!'

 

Myśli królewna usilnie,

w końcu z pościeli się zrywa.

Wymyka się cicho z komnaty

i kata wiernego wzywa.

 

Bajka dla dzieci o kapryśnej królewnie Annie

 

'Jasiek chce mnie poślubić,

bo wiano moje go kusi.

Kto łasy na posag królewny,

jak zwykły łotr zginąć musi!

 

Mąż mój ma być szlachcicem!

Znać się na winach, fechtunku…

Małżeństwo z biedakiem

to rysa na wizerunku.

 

Nie zwlekaj! Dziś jeszcze go zabij!

Hojnie nagrodzić cię mogę.

Idź już, idź, drogi kacie,

masz trzy złocisze na drogę.

 

Gdy sprawnie zadanie wykonasz,

całego obsypię cię złotem.

Jest tylko jeden warunek:

król ma nie wiedzieć o tym.'

 

Idzie kat wielce zmartwiony,

bo w sumie dobry to człowiek.

Miłą jest wizja fortuny,

lecz co chłopakowi powie?

 

Królewna ściąć cię kazała,

bo dla niej twa klasa za niska?

A mnie omamiła monetą,

bo wie, że me dzieci głód ściska?

 

'Przyda się złoto, przyda.

W domu syn, żona młoda.

Szkoda biednego chłopaka,

lecz złota bardziej mi szkoda.'

 

Martwi się kat, zastanawia,

wtem głowę schyli w pokorze.

Na zły charakter królewny

sam jeden nic zdziałać nie może.

 

Z tą myślą kaptur zakłada,

wchodzi do chłopca komnaty,

wynosi, zatkawszy pierwej,

wpychając do ust jakieś szmaty.

 

Jeszcze nim wzeszło słońce,

bez orzekania o winie,

synowi biednego rybaka

ściął głowę na gilotynie.

 

Ciało wrzucono do rowu.

Rów wkrótce zarósł irysem.

(A Anna śpi słodko w komnacie,

zmęczona nowym kaprysem.)

 

Budzi się raptem i wzdycha,

przeciąga, otwiera oczy.
W gardle się wzmaga pragnienie,

więc idzie, by wargi zmoczyć.

Lecz oto już nowy kaprys

przychodzi do głowy panny:
pogardza szklanką i czarką,

woli się napić z fontanny!

Wychodzi więc z zamku, kroczy

ku zdobnym bramom ogrodu.
Nagle słyszy dźwięk dziwny,

jakby... burczenie z głodu?

Uciec nie daje rady;

opasły wilk na nią skoczył,
z pyska kapie mu ślina

i błędnym spojrzeniem toczy.

Nim ona zdoła choć pisnąć,

znika w wilczura gardzieli.
Pech wielki! Ginie, choć ją

od łóżka ledwie metr dzieli!

Nie było tym razem Jaśka,

co drapieżnika by zabił;
przeciwnie - zapach krwi z rowu

groźnego wilczura zwabił.

Z historii kapryśnej królewny

banalna prawda wyziera:
zawsze czyn każdy - zły, dobry -

powraca do właściciela.

 

Magdalena Lipniak-Młyńczak